Ogień i …

Wędrówka za unoszącym się w powietrzu zapachem ważonej strawy, kiedy brzuch jest pusty i upomina się o jadło może być równie fascynująca, jak podążanie śladami słów i zdań, które są zapisami kultury i historii. To przekopywanie tekstów, rozmowy, wymiana poglądów, stawianie pytań i próba zrozumienia takich czy innych zachowań, tradycji sprawia, że odkrywasz otaczający ciebie świat i zarazem historię miejsca w pewnej pigułce. Otulasz się nią niczym ciepłym kocem w zimowe wieczory i snujesz kontynuujesz wędrówkę śladami minionych dziejów. Poszukiwania stają się mozolne i żmudne, bo są jak ścieżki prowadzące na tatrzańskie szczyty. Wydaje się, że zdobywasz po ogromnym wysiłku szczyt góry, lecz rozglądając się dookoła i delektując otaczającymi widokami chcesz zostać i smakować, wąchać, niuchać te krajobrazy, przestrzenie piękna w pogoni za niedoścignionym. Tak też ludzie od wieków poszukując odpowiedzi na trapiące ich pytania dotykali absolutu. Siły nadrzędnej i wielkiej, która dla jednych jest głupstwem i niebytem, a dla innych siłą i wiarą, za którą podążają niczym za kolejnymi malowanymi znakami szlaku, aby dotrzeć do celu.

Zawsze, kiedy przebywaliśmy tutaj na Wielkanoc dziwiło mnie dlaczego właśnie niektórzy w Wielką Sobotę, kiedy w kościele ma miejsce obrzęd poświęcenia ognia, zabierają z niego kawałki drewna do swoich domów. Okazuje się, że jest to wierzenie z pogranicza tych magicznych, bo to ogień rozpalany krzesiwem, który daje światło, rodzi ciepło i pozwala wierzyć w obfitość i błogosławieństwo, czyli nic innego, jak sprowadzenie szczęścia na siebie i swoich domowników. Słowem zabrać z poświęconego ognia, kawałek drewna, węgla, to zabrać i zapewnić sobie, swojej rodzinie i wszystkim domownikom obfitość na cały rok.

Ogień ma sam w sobie jakąś magię. Mnie potrafi hipnotyzować godzinami. Wpatruję się w jego blask, wirujące języki i nagle świat się gdzieś urywa, znika za tą gorącą zasłoną. Z jednej strony porażający, ogromny żywioł, który może strawić wszystko, a z drugiej z wielu uczynić coś nowego. W kulturze Podhala ogień zawsze zajmował ważne miejsce. Dla bacy, który obcował z naturą na tatrzańskich halach w czasie wypasu owiec był rzeczą niemalże świętą. Kiedy rozpoczynał wypas zaczynał od porządkowania całego szałasu, aby celebrować moment rozpalenia. Wierzono, że najświętszym ogniem jest piorun. Ten pochodzący z burzy, a kolejnym ten powstający z krzesania krzesiwa, kiedy z małej iskry rodzi się wielki płomień. Wierzono, że drzazga, kawałek drewna pochodzący z drzewa rażonego piorunem podobnie, jak wspomniany wcześniej kawałek z ogniska potrafi zapewnić bezpieczeństwo, ochronić przed mocami złych duchów i przyciągnąć obfitość rzeczy pomyślnych w codzienności. Skoro piorun uderzył w drzewo, to Pan Bóg ten byt najwolniejszy, najbardziej ślebodny na świecie zdecydował, że nie tylko przeszkadzało ono ludziom w ich codziennym życiu, ale również stało się siedliskiem złych duchów i mocy, albo mieszkaniem samego diabła. Podobnie wierzono, że jakiś dobytek rażony piorunem w ten sposób zostaje oczyszczony od mocy złych duchów, dlatego też go nie gaszono. Wracając jednak na hale baca chcąc zapewnić sobie, juhasom i zwierzętom obfitość krzesał ogień, który podtrzymywano nieustannie przez całe lato, do momentu wygaszenia w chwili powrotu do domów. Raz zapalony gasł tylko raz. Na sam koniec. Wpatrując się w języki baca określał, czy owce dadzą dużo mleka, czy są zdrowe, na co wskazywały ciągłe płomienie w przeciwieństwie do szarpanych, migających języków ognia.

Być może ogień również ze względu na światło, które daje i swój blask, był swego rodzaju odniesieniem do słońca i księżyca. Nie tylko podporządkowywano tryb dnia dniowi, a nocy nocy, ale również wierzono, że wszelkie działania mają związek z naturalnym cyklem dnia i nocy. Przypadkiem takiego postrzegania i uzależniania był przesąd, że dzieci, które rodzą się w czasie gdy księżyc przybiera będą rozwijały się z zdrowe i w obfitości, a te które przychodzą na świat, gdy Księżyca ubywa zupełnie przeciwnie. Kiedy byłem dzieckiem niekiedy słyszałem, że ci, którzy umierają stają się na niebie kolejnymi gwiazdami. Tymczasem na Podhalu wierzono, że kiedy człowiek się rodzi na niebie powstaje nowa gwiazda. Ich skupisko to jedna rodzina. Im są bliżej siebie tym więcej szczęścia i wszelkich dóbr towarzyszy im w codzienności. Spadająca zaś to znak tego, że ktoś odszedł do krainy, której my śmiertelnicy nie znamy. Zupełnie inaczej. Mi powtarzano, że kiedy na niebie zobaczę spadającą gwiazdę, to mam szybko pomyśleć życzenie i nikomu o nim nie mówić. Jeśli jest szczere i zachowam je dla siebie to na pewno się spełni. Jakże odległość, kultura i miejsce mogą mówić o pewnych zjawiskach zupełnie inaczej, niemalże na odwrót. 

Wracając jeszcze do ognia warto dodać, że cześć którą go otaczano nie pozwalała na to, aby go w jakikolwiek sposób zanieczyszczać, znieważać. Nie wolno było do niego pluć. Nie było wolno przy nim przeklinać. Nie wolno było wlewać do niego mleka, ani siadać odwróconym plecami. To wszystko miało sprzyjać zachowaniu od niepomyślności i nieszczęść. Być może później właśnie stąd, z owego szacunku dla ognia rodziły się watry zielonoświątkowe, kiedy siadano przy nich i radośnie posiadywano śpiewając, rozmawiając do białego rana. 

Te kilka myśli nie wyczerpuje tematu ognia, tematu innych wierzeń, związanych z wiatrem, ziemią i wodą, zatem żywiołami. Te sięgają dużo dalej. Chcąc to pokazać i być może kiedyś znowu do tematu powrócić na koniec wspomnę, że niedźwiedzia górale otaczali ogromnym szacunkiem. Widziano w nim niezależność, wolność, siłę i pewną tajemniczość związaną z jego lunarnym trybem życia. Wiedziano również, że jest największym z zagrożeń obok watach wilków dla wypasających się na halach owiec. Dlatego pierwsze narodzone jagnię w czasie wypasu, pozostawiano na skraju jak jadło dla tego zwierzęcia. Wierzono, że w ten sposób nasyci swój głód i odejdzie. A to tylko kolejny skrawek wspomnianych wierzeń, przesądów, niekiedy magicznych zaklęć i czarów. Wierzono w żywioły, zwierzęta, drzewa, a nawet ptaki. Nawet pies miał znaczenie i nawiązanie do światła, do blasku księżyca i do ognia. Te białe były dobre. Zapewniały bezpieczeństwo i spokój, a te czarnego umaszczenia i czarnej sierści wypędzano, jako  posłańców sił demonicznych. Taki fakt pokazuje, dlaczego nie tylko w rejonie Podhala, ale również i Karpat psy pasterskie są najczęściej białe. 

Na dzisiaj kończę moją podróż i wracam do lektury, a was zostawiam z tymi myślami. To trochę tak, jakby iść naprzód do celu, wiedzieć trochę więcej i zdobywać góry.