Niedoskonałość to śmiałość i radość tworzenia, to proces.

Przemijalność i dynamizm wpisane w życie są niesamowitym darem, który pozwala odchodzić jednym, a pozostawać drugim. Wraz z rozwojem cywilizacji można dostrzec, że ten dynamiczny proces, który polega na nieustannym rozwoju ulega niekiedy pewnej degradacji. Sprowadza się ona do tego, że to, co ów słowo w sobie niesie chcemy nie tyle zintensyfikować, co w pewien sposób spłaszczyć pozbawiając go treści związanej z wysiłkiem tworzenia. Być może większość z was nie zgodzi się ze mną, ale uważam, że najlepszym tego dowodem jest rozwijający się nieustannie twór sztucznej inteligencji. To ona ma nam pokazać doskonałe produkty, zaoszczędzać czas, budować lepszą rzeczywistość, trwalsze i zarazem doskonalsze produkty pozbawione niedoskonałości i błędów. Patrząc pewnie na jej kręgosłup Krynicki Nikifor nie miał by szans bytu, zresztą podobnie, jak niektórzy inni artyści różnorodnych gałęzi sztuki. I chociaż jest to swego rodzaju uproszczenie, to moim zdaniem wskazuje bardzo mocno na zagrożenia z nią związane zaczynając od swego rodzaju niepokoju związanego z redukcją różnorodnych etatów, konkretnymi działaniami zmierzającymi do zarządzania wielkością populacji, a w ostatecznym rozrachunku do jej unicestwienia. Patrząc na losy i koleje ludzkości, człowieka można dostrzec, że często człowiek nie potrzebuje zewnętrznych źródeł degradacji siebie, ale staje się on tym źródłem samoistnienie.

Choć wydźwięk tych pierwszych słów nabrał koloru żałoby, to chcę powrócić i skupić się na tym co niesie w sobie proces. Wielokrotnie rzucałem palenie papierosów z większym lub mniejszym sukcesem. Tym razem nie palę kolejny miesiąc, ale mam świadomość tego, że ten proces nieustannie trwa, dokonuje się, a ja wstając każdego dnia opieram się na kolejnych dniach bez papierosa, ze świadomością, że zaledwie jeden może doprowadzić do powrotu do palenia. Jest to zatem proces, który trwa i w którym nie skupiam się na tym, że nie mogę, ale na tym, że chcę, że próbuję, że mogę sobie powiedzieć nie, aby nie palić. 

Takich procesów w życiu jest więcej. Pamiętam swoje pierwsze rolkowe przejazdy z Waldkiem nad Dunajem, podobnie te narciarskie wypady na pożyczonych butach i nartach, wreszcie pierwsze rowerowe kilometry kręcone z mozołem. Pierwsze rozmowy i badanie gruntu, męskie błyski i męskie czarowanie, aż wreszcie doszliśmy do momentu, kiedy przyjaźń stanęła na pedałach, była unoszona w górę w kielichach wypełnionych winem. To był i nadal jest proces, który trwa i wymaga podlewania konkretną wodą wysiłku, który zamienia się w piękne rozmowy i zrozumienie. Tak samo jest z Grzegorzem, z którym widzimy się raz do roku. To też jest proces. Tak samo jest z żoną, dziećmi, rodzicami i wszystkimi na około. To jest proces, który trwa i którego pięknem jest to, że dopóki trwa zmierza w kierunku doskonałości => jest dziełem otwartym i nie zamkniętym. 

Podobnym procesem są moje wysiłki biegowe, pływackie, rowerowe. Wymagają poświęceń w sensie nakładów finansowych, ale Jeszce bardziej czasowych, systematycznej wytrwałości i uporu, pomimo niechęci, słabości, braku wyników na miarę głupich i chorych odniesień do innych. 

Procesem wreszcie jest moje pisanie, które ewoluuje nieustannie i zmierza coraz bardziej w kierunku czerpania zwykłego zadowolenia, które w wymiarze rachunkowym, Czysto ścisłej matematyki jest zwyczajnie bezcenne i niemierzalne. Najpierw pisałem bo musiałem. Potem pisałem, bo chciałem być pisarzem, miałem plany dziennikarskie, pisarskie, finansowe => wielkie i ogromne. Potem miałem plany duchowe związane z karmieniem robaka egoizmu i swojej chwały widzianej w oczach innych. Dzisiaj piszę, bo chcę, bo mogę, bo potrafię, bo czerpię z tego radość i to jest wielkie. Jeden mały uśmiech serca, który posłany spojrzeniem oczu lub wydychanym powietrzem dalej może stać się początkiem czegoś, czego nigdy nie zobaczysz, nie doświadczysz nie poznasz, bo zwyczajnie ów oddech kochasz i się nim dzielisz => taka jest miłość. 

Proces to powstawanie historii, wielkich cywilizacji, ich geneza i koniec, który staje się popiołem feniksa, aby świętować narodziny, a potem…

Proces to mgnienie oka, jak zapisanie tych kilkunastu zdań, bowiem wszystko zależy od perspektywy spojrzenia, miejsca dostrzegania rzeczywistości. Zakopane z perspektywy Zakopanego wydaje się ruchliwe, zatłoczone i małe oraz głośne. Z perspektywy Gubałówki cichnie, a w perspektywie Sarniej Skałki zmniejsza się, milknie i niknie. Podobnie jest z procesem, gdy trwa, wydaje się mozolny, niechciany i wielki, a gdy się skończy wydaje się niczym. Myślę, że ważne jest to, aby nie bać się swoich niedoskonałości. W świecie, w którym wszystko musi być modne, spasowane i piękne, coraz szybsze, coraz lepsze pozwolić sobie na komfort bycia niedoskonałym i kroczenia w korku procesu bez końca lub końca, którego my raczej nie zobaczymy. Wszystko zależy od punktu widzenia.